Pies w dom, radość w dom.

Niełatwo mi było podjąć decyzję. Tygodnie przekonywań, rozmów, konsultacji z rodziną, z przyjaciółmi, z psiarzami. Jak trudno namówić kogoś, kto nigdy nie miał psa! A jednak można, warto i nawet trzeba próbować! W efekcie zakończonych negocjaci wygrała opcja na maksa i tak oto od dwóch miesięcy rośnie nam w domu psiecko. Jak na drożdżach. Wiecznie głodny, a więc na dokładkę do miseczki kwiatki, trawka, patyczki, kupki i kubeczki, choć staramy się mu to wybijać z głowy. Chyba skutecznie, bo jest o niebo lepiej niż w lutym…

Ciekawa ale i zrozumiała rzecz, że wraz z Ozzim pojawił się wśród przyjaciół nowy, wielki temat rozmów i pytań, wśród których obok tego o zdrowie pojawiło się nowe: o Ozzinkę! No i w tym miejscu następuje cała lawina opowieści dumnego psiaty… Kto by pomyślał…

Pies w dom, radość w dom. Autentycznie i bez ściemy. Wraz z nim pojawiła się w domu znośna lekkość bałaganu, dosłownie uroczego! Nota bene Sznaucer spośród wielu swoich zalet ma tą jedną, że nie gubi sierści, a bałaganiąc robi to z takim wdziękiem!

Psiodzice są dumni ze swojej psiociechy!                                          Psiodzice wszystkich ras łączcie się!